Przeskocz do treści

Żurawina

Nori

Trzeba przyznać, że przypadek nas tu sprowadził. Spacerowaliśmy z Norcią szukając miejsca na kolacje. Mijamy głośne bary, pijalnie, imprezownie, burgerownie, ale niczego „spokojnego” nie spotykamy.  Zbliżamy się do ul. Żuwawiej. I tu właśnie była otwarta Żurawina. Nazwa przednia 🙂 Miła kelnerka zaprasza nas do stolika. Wystrój zachęca do odwiedzin. Zamawiamy: hummus, tatar, stek oraz pad thai z krewetkami. Czekając na dania zachwycałam się promocjami jakie mają w ofercie oraz ich prostą kartą. Mają powtarzalność – co bardzo lubię i cenię. Każdy dzień ma swoją promocje np. w poniedziałki od 16 jest rabat, a w soboty jest ladies night (z tej okazji panie w soboty piją za darmo przy zamówieniu czegoś z karty). Fajne, pomysłowe. Nie lubię, jak karta jest gigantyczna, wtedy czuje brak zaufania do podawanych dań. Czy to na pewno świeże? Wielka karta jak kalendarz nie może wzbudzać zaufania.

Hummus

Zacznijmy jeść. Hummus super, dobrze doprawiony podany z chlebkiem typu pita. Tatar podany wspaniale, na kamiennym talerzu z dodatkami. Siekana polędwica wołowa aromatyzowana dymem z wędzonych beczek, w których leżakowała whisky, korniszon, chips chlebowy, ogórek i musztarda dijon. Taki dokładny opis skusił mnie, ten dym i te beczki…Pani podała tatar, on sam przykryty był kieliszkiem, w środku widać było dym. Pani podnosi kieliszek a ja delektuję się dębowym, wędzonym zapachem. Jedyne co mogłoby ulec zmianie w tej przystawce to pieczywo (po prostu dodałabym je do zestawu). Chips z pieczywa średnio nadaje się do tatara (chyba że jako ozdoba). Po za tą uwagą z pieczywem nie zmieniłabym nic. Stek był bardzo smaczny, niestety zbyt żylasty. Podany z grillowanymi warzywami, pieczonymi ziemniakami i sosem Béarnaise (sos bearneński). Pierwszy raz spotkaliśmy się z nim właśnie w żurawinie, szybko wygooglowałam, żeby poznać jego składniki. Wyczuwalny był majonez i pieprz, ale co więcej? I tu internet podpowiada, że składa się z: szalotki, estragonu, czarnego pieprzu w ziarnach, wina białego, octu winnego, masła klarowanego, żółtek, soku z cytryny i soli. Osobiście widzę podobieństwo do sosu holenderskiego, to kremowy sos, z wyczuwalnym smakiem estragonu. Estragon to intensywne zioło przez co sos ma bardzo wyrazisty smak.

Pad Thai

Czas na opis Pad Thai-a. Był wyborny, jednak też zmieniłabym w nim jedną rzecz. Czuć było, że wszystkie produkty są bardzo dobrej jakości: makaron ryżowy, krewetki, trawa cytrynowa, kafir (to tajska odmiana limonki, używa się ich liści do doprawiania, nadaje super świeży aromat), mleczko kokosowe, kolendra, imbir, orzechy nerkowca, sos rybny, czerwony pieprz. Wszystkie składniki dopełniają się i są całością. Jedyna rzecz według mnie do zmiany to trawa cytrynowa. Kompletnie nie dało się jej zjeść. Odczuwałam lekki dyskomfort, gdy co chwilę musiałam wyciągać ją z buzi. Sytuacje bardzo łatwo można naprawić, może należy się zastanowić nad użyciem mniejszej ilości tej „prawdziwej” i dodaniu trawy cytrynowej w wersji zmielonej. Z doświadczenia wiem, że wspaniale zagęszcza sosy. Gdyby, nie ta trawa nie możliwa do spożycia oceniłabym danie na 6+ 🙂 tak będzie tylko 6 🙂

Nori dostała (bez proszenia) miskę wody. Podsumowując: warto tu wpaść!

  • Ogólna ocena: 5 +
  • Wystrój: 6
  • Nasza ocena: 5
  • Ocena Nori: 5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *