Przeskocz do treści

2

Odkryliśmy to miejsce przypadkiem - przejeżdżając w ciągu tygodnia. Urzekł mnie ich szyld. I pomyślałam „muszę tam wrócić!”. Zazwyczaj przeczucie mnie nie myli 🙂

U dziewczyn

Nie zawiodło mnie i tym razem. Zarezerwowaliśmy stolik telefonicznie i prawdę mówiąc nie pytaliśmy, czy możemy przyjść z Norcią, gdyż na stronie restauracji na pierwszy rzut oka widać, że są psiolubni 🙂

Zamawiamy. Placuszki z dyni z łososiem, grillowany ser kozi z figą, krem z dyni, rosół z pielmieni, na danie główne łosoś i kurczak, potem desery.  Na bogato 🙂 To zaczynamy. Przystawki OBŁĘDNE!!! Tylko placuszkom odjęłabym troszkę tłuszczu. Mój ser, o matko… wciąż o tym myślę. Bajka! Podane z figą i marmoladami, rukolą i granatem. Obłędne! – pozwolę sobie na powtórzenie ;))))) Dodam, że U dziewczyn można wypić aromatyczne herbaty, z cytryną, imbirem, miodem… a dziś było tak zimno…. Herbata była, jak ukojenie stawia na nogi. Krem z dyni pycha. Podawany z chipsem z boczku. Mój rosół był rosołem! Hahaha 🙂

Rosół z pielmieni

Rosół był robiony na mięsku z warzywami, a z pielmieni smakował wybornie. Potem dania główne. Bardzo rzadko zamawiam kurczaka (takie to oczywiste, kura…), ale coś mnie przyciągnęło. Chyba ta czarna soczewica. Jak dostałam danie zdziwiłam się… bardzo pozytywnie. Spodziewałam się normalnej piersi z kuraka. Dostałam ją, ale z kością. Mięso bardzo miękkie. Do tego soczewica i brokuł z prażonymi migdałami. O łososiu też mogę pisać same pozytywy. Łosoś w towarzystwie tortellacci z borowikami. Co to takiego? Pojęcia nie miałam, Pierwszy raz spotkałam się z taką nazwą - ja ignorantka 😉 Nazwijmy rzeczy po imieniu. Duże pierogi à la tortellini z bardzo cienkim ciastem, nadziewane ricottą z sosem borowikowym. A do tego groszek cukrowy. Matko jakie to dobre było! Na deser sernik na zimno i beza. Zatrzymam się właśnie przy niej. Zawsze spotykałam bezy takie wielkoludy, wyrośnięte jak dąb Bartek, a ta beza była normalna, taka domowa. Kiedyś podjęłam próbę pieczenia bezy. Nie jedną… wiele ;))) I nigdy nie rosły tak jak na sterydach te ze znanych kawiarni 😉 czułam frustracje 😉

Beze z porzeczkami

Dlatego wiem, że ta którą jadłam była domowa z porzeczkami i mascarpone. Była najlepszą jaką jadłam.

Przysięgam.

A teraz retrospekcja. Gdy weszliśmy, kelnerka wskazała nam nasze miejsce, usiedliśmy odwróciłam się ot tak. A tam spotkałam się z uprzejmym dzień dobry i ciepłym uśmiechem właścicielki.  To tak niewiele. A jak znaczące…)

Pisałam o Videlcu, że jest to absolutna metafizyka i inna kultura jedzenia. Teraz pokuszę się o porównanie tych dwóch restauracji. W Videlcu czuć było nutę „sztywności” - myślę, że to kwestia wystroju industrialnego, na pewno nie ludzi, bo byli wspaniali 🙂 Zaś w tej restauracji od razu czuć było atmosferę domową, luz i ciepłe przyjęcie. Na pewno tu wrócimy i to nie jeden raz. Radziłabym robić rezerwacje przed przyjściem 🙂

Nori zachwycona, woda i psie smaczki od Dziewczyn.