Przeskocz do treści

Trattoria

Tym razem nie przypadek, a polecenie znajomej prowadzi nas do Trattoria da Antonio. Słyszałam same dobre rzeczy na temat tej restauracji, tak więc z entuzjazmem idziemy. Jest ciepły letni wieczór, stoimy przy restauracji, kelnerzy kręcą się przechodzą obok nas, nikt nie zaprasza. Dziwne. Nadmienię, że restauracja nie była wcale oblegana tego wieczoru. Mam nadzieję, że to była jednorazowa akcja kelnerów. Minęło trochę czasu zanim kelner zaprosił nas do stolika. Kelner zaciera pierwsze złe wrażenie. Miły, uprzejmy, podaje karty, pyta, czy podać wodę dla pieska. Zamawiamy, foccacie (focaccia ai due pesti), antipasto di bufala, risotto z owocami morza (risotto mare), szparagi z parmezanem i Polędwiczkę z dorsza (Merluzzo alla sicula). Mąż jest fanem foccaci, dlatego często po nią sięga.

Focaccia

Te u Antonia były z dodatkiem pesto: pesto zielonym i czerwonym. Krucha z grubo ziarnistą solą. Przystawka dla niego nie dla mnie. Ja celuję w szynkę parmeńska z mozzarellą. Produkty - klasa, wysoka jakość. Ogromnie brakowało mi w przystawce kropki nad i mianowicie sosu! Sama polałam sosem balsamicznym. Mozzarella mokra, rozpadała się ze świeżości. Rewelacja. Czas na dorsza, tu się trochę poczepiam. Sama ryba wyborna, rozpływała się w ustach (Nori też pojadła) Mięciusieńka- bardzo delikatne mięso. Natomiast sos, w której była utopiona był potwornie ciężki. W sosie mamy karczochy, oliwki, cebule, pomidory, ale musiało być jeszcze coś co nadawało daniu ciężkości. Szparagi z parmezanem - kulinarny sztos! Niby tylko szparagi, ale były obłędne, słodkie, idealnie gotowane. Risotto niestety było trochę za bardzo al dente. Brakowało mu trochę dosłownie chwili na ogniu. Pomimo tych naprawdę kilku drobnostek to z czystym sumieniem stwierdzamy, że warto tu przyjść. Liczę, że będzie obsługiwać Was ten sam kelner co nas 😉

Nori

Spotkanie ze znajomymi, tym razem we włoskiej restauracji. Konieczna jest wcześniejsza rezerwacja. Odwiedzamy Trattoria Rucola na Kruczej. Matko, przysięgam, dawno tak dobrze nie jedliśmy! O tym za chwilę. Obsługa bardzo miła, można poczuć się ugoszczonym i mile widzianym. Mieliśmy rezerwację w środku, pogoda jednak dopisała wiec prosimy o stolik na zewnątrz - nie było problemu. Wspaniale, że część restauracyjna jest oddzielona od ulicy białymi skrzyniami z ziołami, które dają poczucie intymności. Jest nas czwórka, więc jedzenia będzie pokaźna ilość. Zamawiamy: mozzarellę di bufala, foccacię, Carpaccio z ośmiornicy (carpaccio di polipo), Carpaccio z polędwicy wołowej (grande carpaccio), szynka parmeńska z melonem (prosciutto crudo e melone), bruschetty z karczochem (bruschetta Bresa), pizza gamberi, pizza chili, ośmiornica (polipo alla livo), crème brûlée, tiramisu, pannacottę. Wszystkim się dzielimy i kosztujemy po trochu. Szykujcie się będą same ochy i achy.

Mozzarella di bufala

Mozzarella mokra, prawdziwa, pyszna, podana na pomidorkach koktajlowych (concasse). Pierwszy raz takie coś jadłam pomidorki były jakby zamarynowane. Całość polana gęstym sosem balsamicznym towarzyszy temu grzanka. Prosciutto pyszne, prawdziwe, melon słodki, całość również polana sosem balsamico. Carpaccio cieniusieńkie, a do tego mamy kapary, rukolę, ser grana padano i sos. Bruschetta Bresa miała na sobie pastę z oliwek, karczocha i włoską szynkę (ta przystawka była ciut za sucha) bardzo smaczne. Pizze to jakiś obłęd! Wspaniałe cienkie ciasto (nie znoszę grubej buły, którą się mieli i mieli i końca nie widać), czuć wszystkie produkty, które się łączą wybornie. Danie z ośmiornicą to propozycja sezonowa. Na talerzu mamy dwie pokaźne zgrillowane macki oblane sosem pomidorowym (z oliwkami, kaparami) przykryte dwiema grzankami. Ośmiornica rozwaliła system.

Ośmiornica

Nie była przeciągnięta - była w punkt, mięciutka wyborna. Na dobicie, zamawiamy desery. Tiramisu - niebo w gębie, crème brûlée i pannacotta również. Nie spróbujecie nie uwierzycie. Reasumując, nie dziwię się, że trzeba robić rezerwacje, żeby tu zjeść. Czuliśmy się ugoszczeni tak prawdziwie po włosku - bez nadęcia. Produkty wysokiej klasy. Powiem wam coś jeszcze, coś co mnie ujęło. Podczas gdy jedliśmy te pyszności zwróciłam uwagę na kelnerów. Dostali z kuchni misę muli. Podchodzili z talerzami i częstowali się. Ktoś mógłby powiedzieć, co to ma znaczyć oni są w pracy itd. Nic podobnego uważam to za coś wspaniałego, prawdziwie po włosku. Ta sytuacja tylko mnie umocniła, że jest tu wspaniała atmosfera, do której z pewnością będziemy wracać wielokrotnie. Nori dostała wodę i przytulasy od kelnerów! Dziękujemy i do zobaczenia! 🙂 Będziemy wracać bo naprawdę warto!

 

Nori

Ciepła majowa niedziela, wybieramy się na obiad do Mąki i Wody. Przed wizytą chciałam zasięgnąć wiedzy co można tam zjeść. Trafiłam na liczne strony, blogi, które wypowiadają się na temat tego miejsca. Zdania były podzielone. Jestem zachwycona i ciekawa co nas czeka, będę mogła wtrącić swoje 5 groszy. Bo przecież, ile ludzi tyle opinii…

Zajmujemy miejsce w ogródku, słońce nas do tego zachęca. Zamawiamy: arancini, fritatine di pasta, bruschette, calzone ripieno, sałatkę di mare, lemoniane bazyliowa, foccacie, fegato, ravioli. I dwie pizze.

Zacznę od lemoniady, pychaaaaa. Nic dodać nic ująć. Orzeźwiająca wspaniale rozwiązanie na ciepły dzień.

Burrata

Bruschetta - zachwycająca. Na grzance znajduje się burrata i marmolada z sycylijskich pomarańczy (tak informują nas w karcie), faktem jest to, że marmolada bardzo słodka. Genialna przystawka. Prawdziwe arancini poznałam na Sycylii. Te prawdziwe, są wielkości piąstki czy piłki do tenisa. Można spotkać różne wypełnienia czy to z serem czy szynka i groszkiem. Wnętrze otula ryż (nie taki zwykły, lecz taki jak do risotto) i całość smażona jest w głębokim tłuszczu. Wszystkie były zachwycające. Wersja z restauracji Mąka i Woda jest dużo, dużo mniejsza - porównam do piłeczki tenisa stołowego. Smaczne, ale jest dalekie od oryginału.  Frittatine di pasta to było bardzo ciekawe odkrycie.

Frittatine di pasta

Małe kwadraciki smażone we fryturze kryły w sobie wędzona mozzarellę, speck, prosciutto i ser montasio. Małe, ale pyszne. Dopełnieniem była grubo ziarnista sól posypana na wierzchu. Fegato (wątróbka) zamówił nasz znajomy, zachwycał się nią, spróbowałam, jednak twierdzę, że nie jestem fanką wątróbki.

Di mare

Czas na sałatkę z owocami morza. W sałatce Di mare znajdziecie ośmiornicę, krewetki a razem z nimi są ziemniaki, kapary, dużo natki i baaardzo dużo oliwy. Oryginalnie sałatka ta ma jeszcze w swoim zestawie seler naciowy (dostałam bez, ze względu na swoją alergię pokarmową). Sałatka naprawdę niezła. Chociaż oliwę odlałam. Ravioli miało dobre ciasto, wypełnione serem i polane masłem szałwiowym. Pizza, w opinii męża, miała przemoczone ciasto. Za dużo sosu, za cienkie cisto lub za krótko była w piecu. Brakowało jej kruchości. Smak dobry, jednak minus za to ciasto, pizza powinna być krucha, a tu ciasto przypominało taki glut. Może za niska temperatura pieczenia, a może za krótko była w piecu? Trzeba stwierdzić, że to miejsce odwiedzają istne tłumy, więc Mąką i Woda ma coś w sobie i przyciąga ludzi.

Podsumowując, jedzenie smaczne, pięknie podane, porcje niezbyt duże. Nie do końca rozumiem fenomen tego miejsca, na pewno warto przyjść i samemu się przekonać.

  • Ogólna ocena: 5
  • Wystrój: 5
  • Nasza ocena: 5
  • Ocena Nori: 5

Na wstępie jesteśmy przyjęci bardzo miło. Przyjazna atmosfera, miła obsługa. Nori nie dostała niestety wody, ale też o nią nie poprosiliśmy. Zamawiamy. Ja bruschetty, ravioli i tiramisu. Mąż foccacie, carpaccio z polędwicy wołowej, stek i pannacotte.

Muszę przyznać z przykrością, że moje bruschetty były dość biedne.

Bruschetta

Miały być 3 różne, a wszystkie były z pomidorami, na jednej plasterek szynki, trzecia miała niewielki kawałek mozzarelli. 

Foccacia

Żałuję, że foccacia nie miała świeżego rozmarynu tylko suszony. Nie ma nic lepszego niż taki placek z grubo mieloną solą morską i świeżym rozmarynem. Właściwie nie rozumiem, dlaczego suszony, w doniczkach na barze rósł piękny - można by z niego skorzystać. Carpaccio pyszne.

Carpaccio

Natomiast muszę opisać ravioli. Zgrzeszyłabym jakbym powiedziała, że było to niesmaczne danie. 

Owszem w opisie dania było napisane, że podane jest z tłuszczem. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się go aż tyle. Ravioli wyglądały jak zwykłe…. pierogi.

Ravioli
Ravioli

Zdaje sobie sprawę, że Włosi przygotowują ravioli na różne sposóby, ale otrzymując moje pierogoravioli byłam zdziwiona. Poprosiłam kelnerkę o nowy talerz. Chciałam pozbyć się nadmiaru tłuszczu. Stek natomiast bardzo dobry, z frytkami i z sosem z zielonego pieprzu. Danie bardzo poprawne. Potem desery.

 

Panna Cotta

Panna cotta bez zarzutów - niebo w gębie. Tiramisu bardzo smaczne.

 

Tiramisu

Osobiście wolałabym mniej alkoholu w deserze, żeby był mniej gorzki, ale nie skreślam - to tylko moje prywatne odczucia.

Wanna get out 🙂

W momencie, gdy kelnerka zrozumiała, po co prosiłam o drugi talerz przeprosiła grzecznie i nie liczyła nam do rachunku mojego deseru.

Muszę przyznać, że to było bardzo miłe. Dbają o klientów. Co więcej do mojego dania (ravioli) dostałam kieliszek wina w cenie. Miła gościnność.

 

Mamy zwyczaj pytać wcześniej czy możemy przyjść z psem. Po wcześniejszym telefonie otrzymaliśmy zgodę, tak więc wyruszamy. Długi spacer, ciepły wieczór, docieramy do drzwi restauracji. Naklejki brak, ale zgoda jest więc wchodzimy. Podkreślę, że nasza sunia kocha wszystkich najchętniej to by chciała być bez smyczy, podlecieć do wszystkich i przywitać się radośnie 🙂 Podchodzi do nas kelner wita się z nami i od razu kuca do małej. Radości nie było końca 🙂

Siadamy do stolika. Nori dostaje wodę, a a my zamawiamy. Kilka przystawek i 2 dania główne. Jestem smakoszem kuchni włoskiej i muszę przyznać, że tortellini było najlepsze jakie jadłam! Tortellini z kozim serem z gruszką szynką parmeńską z parmezanem i orzechami.

Tortellini

Podczas zamawiania poprosiłam o wykluczenie orzechów włoskich. Niestety w wielu restauracjach kręcą nosem jak proszę o wymianę... Nie jest to moje widzi misie, ja po prostu mam silne uczulenie pokarmowe od orzechów mogę się po prostu udusić. I tu znowu miła niespodzianka. Kelner zaproponował wymianę na orzeszki pini. Te mogę! Biorę! Danie wyborne, maślany smak, słodkość gruszki dopełnia całość. Nic bym nie dodała ani nie odjęła. Wyborne! Przystawki też zasługują na 5+.

KalmaryKrewetki na ostro, kalmary z sosem, bakłażan z mięsem i caprese. Wiecie co jest najlepsze? Restauracja absolutnie nie żałuje produktów. Wszystkiego jest dużo, podane bardzo ładnie. Do wszystkiego dostaliśmy ich własny chleb, który przypadł do gustu również Nori 🙂

KrewetkiCaprese

Mąż chwalił pizzę. Ciasto cienkie, chrupiące z dobrym sosem i dużą ilością dodatków. Z pewnością będziemy odwiedzać to miejsce częściej.