Przeskocz do treści

Nużeniec

przed nużeńcem

W momencie, gdy Nori zawitała w naszym domku miała 3 miesiące. Cieszyliśmy się każdą chwilą - jak z dzieckiem. Taki gamoń mały słodki, cieszyły nas jej wariactwa jej falka (usypiając łapała w pysia kocyk, a łapkami robiła falkę - wydaje mi się, że to jej dawało poczucie bezpieczeństwa, tak jakby ssała sutek mamy). Byliśmy i wciąż jesteśmy zachwyceni jej postępami. Pewnego dnia zauważyliśmy na jej pysiu małe wytarcie sierści. Z racji, że nie wiedzieliśmy co nas czeka nie przejmowaliśmy się bardzo, po ta plamka była naprawdę maleńka. To wszystko dla nas było nowe, Nori i chorowanie. Obserwowaliśmy plamkę, która się powiększała i do tego pojawiały po kilku dniach pojawiły się nowe. Stwierdziliśmy, że trzeba to skonsultować z lekarzem. Nie zwlekając dłużej udaliśmy się do pobliskiej lecznicy. Lekarz obejrzał ją i mówi „Nużeniec, podamy krople i minie”.

pogarsza się

Wiecie to jest tak, że jak idę do lekarza/weterynarza to obdarzam go pewnym zaufaniem. Ja na tym się nie znam, więc bierzemy polecane krople, zakraplamy na kark, płacimy i wychodzimy. Wychodząc miałam jakieś wątpliwości, poza tym hasło nużeniec było dla mnie jakąś abstrakcją! Na moje pytanie co to jest, usłyszałam, że to są pasożyty, które najpewniej ma od matki - każdy pies je ma. W niektórych przypadkach mogą się uaktywnić, ale nie muszą. Czując niedosyt wiedzy w domu przeszukałam Internet. Muszę się Wam przyznać, że te krople też nie dawały mi spokoju, na opakowaniu narysowany kot, a samych kropel były chyba 3 ml. Nie marudzę zakraplam i obserwuje psa. Z każdym dniem plamy na pysiu powiększają się, więc lecimy znowu do wete. Tym razem trafiamy na innego lekarza. Dajemy mu szanse. (na nasze szczęście ten już tam nie pracuje, a teraz Nori zajmuje się najwspanialsza pani weterynarz w tej samej klinice). Patrzy na nią i daję taką samą diagnozę nużeniec. Dodaje jestem raczej pewny, że to to ale pobierzemy wyskrobinę żeby laboratoryjnie sprawdzić, wiecie może wyjść negatywny wynik, ale to nużeniec. Wyobraźcie sobie naszą reakcję i zwiększające się oczy ze zdziwienia. To po co to robić? Jednak to jest lekarz wie co robi. I bardzo, ale to bardzo żałuję, że do tego dopuściliśmy. On podchodzi do małej ze skalpelem trzyma ja na siłę, ja się trzęsę z nerwów a on tym okropnym skalpelem robi tą swoją cholerną wyskrobinę przy oczku na pysiu. Nori dostaje jeszcze zastrzyk, wychodzimy mówię dość. Tak jak szanowny pan weterynarz powiedział wcześniej badania laboratoryjne wykazały wynik negatywny. Plamy się powiększały, a mała coraz bardziej drapała się po pysiu, miejscami aż do krwi. Obrażona na tą klinikę mówię, że więcej tam nie wrócę tylko maltretują psa i nie pomagają (podkreślam, że to były czasy, kiedy pracował ten lekarz). Byliśmy załamani.

pogarsza się

Nori się drapała, robiły się rany te jej przeszkadzały, robiły się strupy które zdrapywała. Boże koszmar! Szybko przypomina mi się koleżanka, która jest psią rehabilitantką, pracuje w klinice. Piszę do niej z błaganiem o pomoc. Co robić pytam! Ona mówi, nie czekajcie przyjedźcie czym prędzej. Klinika daleko, bo w Józefosławiu, ale warto. Ten lekarz sławi się w ratowaniu zwierząt. Istny pasjonat, magik i zbawca! Pan doktor wita nas z radością. Napisałam nas? Haha NORI.

kropelki nie pomagają

I pyta
co Cię tak mole pogryzły? OOOOooo nużeńca masz. Opowiadamy panu doktorowi cała historię, on oczywiście przyznał mi rację, że tamte kropelki nie miały prawa zadziałać, przy tak rozwiniętym nużeńcu, a robienie wyskrobiny było bezsensu i narażały szczeniaka na niepotrzebny stres. Dodał, że pozbędziemy się robaka, potrwa to 6 tygodni ale się go pozbędziemy. Dostaliśmy specjalny zastrzyk, tabletki przeciw świądowi, żeby przestała się drapać i specjalny płyn do smarowania miejsc dotkniętych przez robala. Podawaliśmy lekarstwa, smarowaliśmy, a co tydzień jeździliśmy do Józefosławia na zastrzyk. Wypędził robala, nużeniec pokonany! Niestety została mała blizna przez tą cholerną wyskrobinę, ale najważniejsze, że pies jest zdrowy. Panu doktorowi bardzo dziękujemy - nasz zbawca z wielkim sercem.

Po tym wszystkim, szukaliśmy przyczyny. Nasz wybawiciel potwierdza, że to od matki, ale Nori musiała mieć spadek odporności, dlatego pasożyty się uaktywniły. I tak właśnie było, przed atakiem nużeńca, umyliśmy Nori szamponem dla psów przeciw pasożytom. Po nim miała silną reakcję alergiczną i to był ten moment, kiedy odporność się obniżyła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *