Przeskocz do treści

Hotel Mercure Kasprowy Zakopane

Szyumoszkowa, Nori

Na majówkę 2018 wyjechaliśmy do Zakopanego. Ciągnie nas coś w te góry… Zatrzymaliśmy się w hotelu Mercure. Wyjazd miał być zatytułowany odpoczynek, dlatego też mąż chciał zapewnić mi masaże, basen… Po przyjeździe na miejsce okazało się, że spa jest w remoncie a baseny nie działają 😉 taki wypoczynek 🙂 hahahaha.

Po wejściu do pokoju oboje stwierdzamy, że jest strasznie gorąco, szukamy klimatyzacji…, ale nie znajdujemy 😉 Pytamy na recepcji i uwaga klimatyzacji nie ma. Tak więc, wydaje nam się, że przyjazd tutaj latem byłby sporym wyzwaniem. Wiadomo, w pokoju się nie siedzi, ale w nocy jest trudno wytrzymać. Po kilku prośbach o zorganizowania wiatraka - udało się, mamy go! Pokój bardzo ładny. Świetny wystrój. Tak samo warto docenić wystrój restauracji oraz recepcji. Pokój z widokiem na Tatry polecam całym sercem, widać góry, Giewont - coś wspaniałego.

Przejdźmy do jedzenia w restauracji. Śniadania są fantastyczne. Ogromny wybór, każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie. Wędliny, sery, owoce, jogurty, pieczywa, jajecznica, kiełbaski, kaszanka, boczek, płatki, soki, placuszki… naprawdę pokaźna ilość jedzenia. Jest smaczne. Naprawdę godne polecenia.

Po przyjeździe stwierdziliśmy, że wypróbujemy hotelową restauracja, w końcu to pora kolacji a my po podróży już zgłodnieliśmy. To był jedyny raz jak odwiedziliśmy tą restauracja, później jedliśmy już tylko na mieście. Właściwie to wracaliśmy do naszego ulubionego miejsca, do Obrochtówki. Tamtego dnia zamówiliśmy na przystawkę: krewetki i tatar. Na drugie danie ja pierogi z jagnięciną, a mąż zamówił pstrąga. Krewetki były super, lekko pikantne. Natomiast moje danie główne - obrzydzało mnie. Nie dość, że to nie były pierogi, wyglądem przypominały chinkali to jeszcze pachniały okropnie (mąż twierdzi, że były smaczne - więc chyba kwestia gustu) mnie wielki glut słoniny po prostu obrzydzał. Pstrąg według mojej drugiej gorszej połówki 😉 był przeciętny, po prostu poprawnie przyrządzony pstrąg bez szału. Super jest to, że restauracja ma swój własny piec, opalają w nim drewnem (zapach w restauracji zachwyca). Podczas jedzenia (a nadmienię, że mąż dopiero zaczął co jeść, a ja miałam większość na talerzu) podchodzi kelner i pyta Mogę już zabrać, tak?. Odpowiadam stanowczo Pan wybaczy, ale dopiero zaczęliśmy. Dziwne… I właśnie to poczucie dziwności w tym hotelu miałam wiele razy. Kolejną z dziwnych sytuacji była ta, kiedy mąż poprosił w restauracji, żeby rachunek wypisać na pokój. Okazało się, że rachunek trzeba najpierw otworzyć, to już było dziwne. Następnie prośba recepcjonisty o zrobienie preautoryzacji karty płatniczej bądź wpłata kaucji były naprawdę niespotykane. Rety! Po Polsce jeździmy, po świecie jeździmy, zawsze prosimy o rachunek na pokój i nigdy w życiu nie proszono nas o takie rzeczy. Możemy tylko zgadywać, że trafili na kiepskich gości i teraz dmuchają na zimne, ale mimo wszystko sytuacja dość dziwna.

Hotel ma jeszcze kilka swoich restauracji. Niestety nie informuje gości, że mają do tych restauracji 15% zniżki. Kolejna dziwna sprawa. Poznaliśmy tu, starsze małżeństwo - przemili ludzie (dinozaury mówią DZIEŃ DOBRY :)) opowiadali, że wrócili do hotelu tylko dla bufetu. Hotel bowiem oferuje bufet w ramach obiado-kolacji koszt od osoby to 90 zł. Podobno fantastyczne, jednak 180 zł za bufet… no sami oceńcie… 😉 My oszczędziliśmy sobie tej przyjemności.

Spacery po Zakopanym to był stały punkt programu. Opalanie na polanie obok hotelu również. Odwiedziliśmy z Norcią Dolinę Chochołowską (jedno z nielicznych miejsc gdzie można pójść z PSYjacielem). Można pospacerować, zaliczyć kąpiel w strumyku. Trzeba mieć na uwadze, tłumy, liczne rowery oraz głośną ciuchcię i koniki. Tak więc, dla psa to dość spore wyzwanie - trochę stresujące. Jeszcze denerwujące były te stragany. Wiadomo, jakby nie było popytu to i straganów by nie było. Serki, kiełbaski jestem w stanie znieść, ale ta chińszczyzna po prostu jest denerwująca i przerażająca. Z roku na rok jest tego coraz więcej. Chce gór, produktów regionalnych! Liczę jednak, że ktoś się opamięta i prawdziwość wróci, bez MADE IN CHINA.

Tak jak wspomniałam, jedliśmy głównie w Obrochtówce. Przysięgam, że tak dobrze goszczą, że chce się tam wracać i wracać! Zacznijmy od ilości jedzenia, która jest nie do przejedzenia. Składniki regionalne, świetnie przyprawione. Niebo w gębie! Warto odwiedzić. Miejcie na uwadze fakt, że płacimy tu tylko gotówką, przed wejściem jest informacja, ale warto wyposażyć się w gotówkę już wcześniej bo do bankomatu trzeba kawałek podejść. Obsługa bardzo miła. Można się tu poczuć bardzo serdecznym przyjętym i ugoszczonym.

Obrochtówka, Oscypek z boczkiem

Zamawialiśmy przystawki: pieczarki z bryndzą, oscypek z boczkiem, moskol, śledź w śmietanie. Zupy: rosół, kwaśnicę, barszcz z kołdunami. Dania główne: schabowy, filetowany pstrąg, pierogi, polędwiczki. Czas na krótki opis. Pieczarki z bryndza są otaczane w panierce i smażone w oleju - bardzo dobre danie, otrzymacie 4 pieczarki podane na rukoli. Śledź naprawdę na bogato, dużo cebuli, prawdziwa śmietana, jabłuszko i zielenina. Oscypek z boczkiem - klasyczne, ale bardzo smaczne (zwłasz za oscypek nie był zasłony, co często się zdarza przy tym daniu). Tajemniczy moskol, o którego sama dopytywałam. Są to gotowane ziemniaki z jajkiem i mąka, piecze się później ta masę (jak placuszek) na patelni grillowej podawane z masłem czosnkowym. Mężowi bardzo smakowało, 3 krotnie zamawiał, więc więcej pisać nie trzeba.

Obrochtówka, Moskol

O schabowym mogę pisać w samych superlatywach, bardzo dobrze rozbity, smażony – wyborny, podawany z zasmażaną kapustką. Pierogi…oh pierogi... jakie pyszne jak u mojej babci Wandzi. Domowe, nadziane po maksie chyba z 15 naliczyłam. Nori też smakowały 🙂 🙂 🙂 tylko się oblizywała i czekała na więcej. 🙂 Polędwiczkami mąż bardzo wychwalał. Sos oscypkowy był przepyszny, a same polędwiczki bardzo dobrej jakości i bardzo soczyste. Skubnęłam, potwierdzam - pycha. Barszcz z kołdunami z mięskiem jagnięcym, znowu się powtórzę - świetnie doprawiony. Czuć dużą ilość buraka, majeranek i inne przyprawy. Dziś jadłam rosół. Zawsze dosalam, dziś spróbowałam przed ta haniebną czynnością i stwierdziłam, że nie trzeba 🙂 Kucharz ma smak, bez dwóch zdań. Kwaśnica z ogromnym kawałem mięsa, które trzeba kroić nożem - po prostu zachwyca. Kwaśnica naprawdę klasa!

Wracając musieliśmy oczywiście wybrać drogę przez Myślenice 🙂 Nie mogło być inaczej! Pizzeria Camorra jest obowiązkowym punktem podróży. Tym razem zjadłam pizzę Capriciosa, a mąż New York Style Europejską. Pycha, brawo chłopaki! Nie zawiedliście nas. Ciasto idealne, bardzo dobre, składniki jak poprzednio 1 klasa. Genialny sprawa z piecem opalanym drewnem. Życzymy Wam, żeby każdy wracał - tak jak my 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *