Przeskocz do treści

Oczywiście lista potrzebnych rzeczy będzie uzależniona od pory roku. To co uważam za niezbędne to:

  • Sól fizjologiczna (na przepłukanie oczek)
  • Octanisept (na odkażenie ran)
  • Nifuroksazyd (na żołądkowe przypadłości), oraz bakterie (tabletki jakie bierzemy przy antybiotykowej terapii), elektrolity
  • Coś na alergie (wapno czy allegra)
  • Gaziki, bandaż (najlepszy będzie taki zakupiony u weterynarza)
  • Nożyczki do paznokci
  • Ręcznik
  • Specjalny dinks na wyciąganie kleszczy
  • Podkłady (kiedyś Nori miała sensacje brzuszne, jak wychodziliśmy na posiłek rozkładaliśmy matę na „zaś”)
  • Torba dla psa (często podczas dłuuugich spacerów psina pada - można wrzucić do torby, odciążyć ręce)
  • Przysmaki
  • Jedzenie (wybieramy mniejsze puszki, gdyż nie zawsze mamy na wyjeździe lodówkę, bądź możliwość podgrzania jedzenia)
  • Kupworki 🙂
  • Dwie obroże, dwie smycze (jak się zmoczy mamy opcję wymiany)
  • Poidełko na wycieczki. W samochodzie na stałe jeździ z nami miska.

Wyjazd za granicę

Konieczny jest paszport! Wyrobicie go u weterynarza. Przed wyjazdem za granicę sprawdźcie jak dany kraj podchodzi do piesków. Są kraje, które mogą zatrzymać naszego pupila na „kwarantannę”, warto to sprawdzić.

Jazda samochodem

My niestety popełniliśmy błąd i jeździliśmy z małym brzdącem na kolanach. Nie dość, że jest to niebezpieczne to przy długiej podróży po prostu nie wygodne. Jak Nori już podrosła jeździ z tyłu. Zakupiliśmy specjalny pas wkładamy do pasów i piesek jest bezpieczny. Mamy to szczęście, że Nori nie ma choroby lokomocyjnej, a chęć wyjścia sygnalizuje piszczeniem.

Kleszcze i robaki

Wielu specjalistów, wiele opinii. Zachęcano nas do podawania tabletki słynnej na literę B. Wielu moich psich sąsiadów błagało mnie o zrezygnowanie z tego. Ratowali życie psiaków. Ta tabletka sieje zniszczenie w organizmie czworonoga. Nie! Stanowczo nie dam tego Norci. Działamy na dwa fronty mamy obrożę przeciwpchelną i przeciw kleszczową oraz wkraplamy raz na 3 miesiące kropelki na kark. Do tej pory udało się nic nie złapać.

Zima

Wtedy zabieramy ze sobą jeszcze ciepłe ciuchy. Sweter i kurtkę. Norcia nie jest typem psa, który lubi się przebierać, wkładamy w ostateczności. Tak, jak np. w górach, kiedy był śnieg po łydki i -20 stopni.

Nori

Okolica, kwiatuszki dla mamy

Lipiec 2018 roku, odwiedzamy Hotel Przystań & SPA w Olsztynie. Zachwycam się tym miejscem!! Pokój mamy z wyjściem na prywatny pomost. Nori jak wyszła po raz pierwszy na niego oszalała z radości! Woda! Woda! Wskakiwała i wyskakiwała była przeszczęśliwa. Jedyny mankament naszego psiaka jest taki, że ona najchętniej witałaby się z każdym w szczególności z dziećmi. Mimo, iż pomost jest niezależnym wyjściem z pokoju to jest połączony z innymi przez co nasza psina miała łatwy dostęp do sąsiadów. Na szczęście wszyscy sąsiedzi byli psiolubni. Niestety później wychodziła już na smyczy, w końcu każdy wyjeżdża wypoczywać i potrzebuje spokoju 🙂

Pokój i gościnność

Zacznijmy od pierwszego dnia w hotelu, po wejściu do pokoju zbierałam szczękę z podłogi. Przed nami stoi łóżeczko dla psa i miska. WOW!!! Gościnność dla czworonożnych gości jest ogromna! I teraz warto od razu napisać, że tak samo zbierałam szczękę z wrażenia, jeśli chodzi o obsługę hotelową. Każdy mówi Dzień dobry, jest miły, serdeczny i zawsze chętny do pomocy. Dlaczego jestem w szoku? Podczas ferii zimowych byliśmy w Zakopanym, w Mercury, gdzie po naszym kilku krotnym dzień dobry czy dziękuję, nigdy nie słyszeliśmy odpowiedzi, a w tym hotelu obsługa zawsze sama inicjowała serdeczności.

Hotel, widok z pokoju

Standard pokoju na bardzo wysokim poziomie, piękne betonowe ściany, czyste wykładziny. Nie ma niepotrzebnych bibelotów.

Ile ludzi tyle opinii

Hotel, pomost

Przed przyjazdem poczytaliśmy trochę opinie na Tripie. Było kilka negatywnych odnośnie hałasu pociągów. Rzeczywiście tory są tuż obok hotelu. Będąc w pokoju nie słyszałam pociągów. Szyby muszą być wyciszające. Siedząc na leżaku na pomoście już słychać pociągi, na szczęście rzadko jeździły, więc dla nas nie był to żaden problem. Dla osób z balkonami od strony torów, faktycznie rozumiem, jest to pewnego rodzaju dyskomfort. Drugi zarzut jaki przeczytałam to fakt, że hotel organizuje śluby, które przeszkadzają w odpoczywaniu. Podczas naszego pobytu zdarzył nam się ślub. Muzyka niosła się owszem (w końcu jesteśmy nad jeziorem), ale absolutnie nie była tak głośna, tak żeby przeszkadzała. Co więcej, nie spotkałam ani razu gości weselnych. Każdy miał swoją przestrzeń. Nawet, co jest dużym plusem, można było skorzystać z restauracji Przystań, gdzie odbywało się wesele - tu wielki plus dla hotelu, weselnicy byli w innej części, a goście restauracji  w osobnej części (wyciszonej).

Hotel i otoczenie

Sam hotel ma niesamowity wygląd, swoją strukturą i kolorem wtapia się w tło otoczenia. Nie jest kolejnym hotelem, który się wyróżnia w sposób nienaturalny.  Położony jest nad jeziorem Ukiel. Architekt naszym zdaniem bardzo szanował środowisko i przystosował do niego architekturę hotelu.

Hotel

Wielki szacunek dla miasta Olsztyn. Plaża miejska bardzo zadbana, wszędzie są takie same ławki, pomosty wybudowane w jeden konsekwentny sposób. Co więcej, pomosty wieczorami są oświetlane co nadaje wyjątkowości.

Jest to idealne miejsce na wakacje z czworonogiem 🙂

Restauracje

Port, pierożki dim sum

Jeśli chcemy coś zjeść, mamy na miejscu do wyboru dwie restauracje: Restauracja Port i Restauracja Przystań. Ta pierwsza mieści się w budynku hotelu. W godzinach porannych serwowane są tu śniadania, a po południu, można spróbować lokalnych piw, różnych win i dań różnych kuchni świata, z przewagą kuchni azjatyckiej -  jak wyjaśniła obsługa właśnie kuchnia azjatycka jest tą główną.  Z pieskiem niestety można być tylko w ogrodzie zimowym lub na zewnątrz. Śniadania w Porcie wyśmienite, ogromny wybór WSZYSTKIEGO, a do tego na życzenie jajecznica lub omlet robiony wedle uznania z wybranymi składnikami. Obiad jedliśmy tam 2 razy, raz też zamawialiśmy kolacje do pokoju. Próbowaliśmy: pierożki dim sum z krewetkami podawane z trzema sosami (ostry, wasabi i słodki), krewetki w cieście filo, pad thai, filet z dorsza, tatar z tuńczyka, tatar wołowy, risotto z chorizo i łososiem, tajską zupę. Przed zamówieniem dań zawsze goście otrzymują czekadełko - hummus z pieczywem. Odnośnie dań. Dim sum - godne polecenia, podane jak trzeba w bambusowych koszykach, podane z orzeźwiającą sałatką z ogórka zielonego.

Krewetki w cieście filo, zwyczajne, po prostu. Krewetki są zawijane ciastem filo (ciasto przypomina wyglądem makaron spaghetti) i następnie zażywają kąpieli w tłuszczu, dzięki czemu ciasto robi się złote i chrupiące. Denerwowało mnie tylko ściąganie ogonków, cała się upaprałam tylko.

Port, Pad Thai

Pad thai był świetny, solidna porcja, zamawiałam go dwa razy. Za drugim razem poprosiłam, aby był bardziej ostry niż słodki (za 1 razem zasłodziłam się) kucharz spełnił moją prośbę, spisał się na 5 🙂 Filet z dorsza - wyśmienity, delikatne mięso, podane z czerwonym pieprzem, czarnym ryżem i warzywami. Mąż był zachwycony! Tatar dobry, po prostu. Risotto z chorizo w komplecie ze smażonym łososiem w panierce, smaczne, ale trochę za tłuste. Zupa tajska niestety nie przypadła mi do gustu. Nie była taka jak być powinna. Czuć było, że jem rosół, do którego powrzucane są dodatkowe produkty: ogromna ilość marchewki (i ona właśnie definiowała smak zupy), makaron sojowy, kapusta bok choi, dwa pulpety cielęce, dwa pierożki z krewetkami, kolendra i sezam. Moim zdaniem te produkty spotkały się ze sobą tuż przed podaniem, brakowało mi tam związanego smaku, brakowało mi ostrości, smaku imbiru, trawy cytrynowej wszystkiego tego co jest właśnie tajskie. Zupie tajskiej mówimy stanowcze nie, za to tatar z tuńczyka smakował bardzo. Podsumowując, smacznie. Ogromne gratulacje za sposób podania wszystkich dań. Imponujące.

Druga restauracja - Przystań - mieści się na terenie hotelu, ale w osobnym budynku. Tu gościliśmy częściej. Restauracja Przystań, ma zdecydowanie większy wybór dań. Kosztowaliśmy: rybę św. Piotra, tatar wołowy, tatar z łososia, chłodnik, pastę, carpaccio z polędwicy, krewetki z masłem czosnkowym.

Przystań, krewetki

Według obsługi ta restauracja serwuje dania głównie kuchni śródziemnomorskiej.  Sprawdzamy! Na wstępie nadmienię, że tu bardziej lubią pieski. Nie ma ograniczeń co do tego gdzie usiądziemy, a na wstępie obsługa pyta o wodę dla pieska. Wracając do jedzenia tatar z łososia był dobry, ułożony w gniazdku z awokado i puszystą pianką z ricotty. Zazwyczaj spotykam się z tatarem z łososia w innej formie np. z kaparami czy ogórkiem kiszonym z szalotka. Smak tatara z Przystani był bardzo delikatny. Troszkę brakowało mi tam pieprzu, soli. Był bardzo sauté. Carpaccio z polędwicy posypane parmezanem z dodatkiem kurek - wyborne! Maż zachwycał się rybą św. Piotra (zamawiał kilka razy;) ), mięso ryby  bardzo delikatne doprawione ziołami. Do niej można zamówić, co dusza zapragnie: frytki, frytki crispy, ziemniaki, mizerię, szpinak z migdałami, surówki, warzywa z wody itd. Czas na krewetki, takiego podania jeszcze nie spotkałam. W małej kokilce masełko z czosnkiem, obok krewetki i kawałek bagietki. Krewetki miały nieziemskie miękkie mięso, można było zatapiać w rozpuszczonym maśle z czosnkiem.

Przystań, ryba św. Piotra

Podczas naszej drugiej wizyty w restauracji zrozumiałam, że kucharz jest chyba zakochany 😉 Chłodnik pyszny, ale niestety za słony, gęściutki, wypełniony porządnie, tylko ta sól… Po takich wspaniałych rekomendacjach mojego męża odnośnie ryby kuszę się na nią. Mega porcja! Mega! Do ryby domawiam świeży szpinak z migdałami. Niestety szpinak ma to do siebie, że chłonie wszystko. Mój był tak potwornie tłusty, że jedząc czułam olej - aż cały się błyszczał. Próbowałam go uratować wyciskałam tłuszcz w serwetki, ale mimo to smak oleju był nie do zniesienia. Nie mam zwyczaju tego robić, ale proszę o wymianę. I dostaje, bez oleju, smaczny.

Wędzone ryby

Przed wyjazdem, pytamy w recepcji, gdzie możemy zakupić wędzone rybki. Recepcjonistka z przykrością mówi, że nie zna w Olsztynie miejsca, gdzie można kupić świeże, wędzone ryby, podaje nam za to miejscowość Szwaderki - tam powinniśmy dostać to czego szukamy :). Odbiliśmy z trochę z trasy i jedziemy na Szwaderki. Rzeczywiście, nie dość, że była tam smażalnia to jeszcze 2 sklepy. Jeden z wędzonymi rybami, drugi ze świeżymi. Przy parkingu można było zakupić lokalne miody.

Odpoczywamy

Wybraliśmy się tam w sierpniu w 2017 roku. Mieliśmy szczęście - trafiliśmy na pogodę. Hotel znajduje się w Piszu przy samym rynku, tuż obok niego płynie Pisa. Obok jest przystanek promu wodnego, można skorzystać i popłynąć na wycieczkę. Hotel wielki, liczne korytarze i windy prowadzą do naszego maleńkiego pokoju. Śniadania i parking w cenie pobytu. Duży wybór wszystkiego, na słodko na słono - jak kto woli. Ryneczek malutki, ale bardzo urokliwy. Nie ma tam za wiele terenów do zwiedzania. Dlatego też często serwowaliśmy Nori wypady nad rzekę, gdzie wariowała z radości. Wrzucane patyki do wody które trzeba uratować, czego życzyć psu więcej 🙂 ?! Spożywaliśmy zazwyczaj hotelowe jedzenie. Fakt, widok na rzekę umilał posiłki. Serwowali wyborne wyroby własne, takie jak kartacze czy pierogi - solidnie nadziane mięsem. Rybki też są warte pochwalenia. To był bardzo miły wyjazd, cisza, spokój. Ale… Rezerwując pobyt (jeżeli pragniecie ciszy) należy upewnić się, czy w tym czasie nie są organizowane wesela. My na takie trafiliśmy w czasie naszego wypoczynku - było bardzo głośno. Wiąże się to też z brakiem miejsc parkingowych.

Opłata za dobę za psa zależy od jego wielkości. My za Norcię płaciliśmy 50 zł. Nori waży 6-7kg więc łapie się w kategorii maluchów :).

Szyumoszkowa, Nori

Na majówkę 2018 wyjechaliśmy do Zakopanego. Ciągnie nas coś w te góry… Zatrzymaliśmy się w hotelu Mercure. Wyjazd miał być zatytułowany odpoczynek, dlatego też mąż chciał zapewnić mi masaże, basen… Po przyjeździe na miejsce okazało się, że spa jest w remoncie a baseny nie działają 😉 taki wypoczynek 🙂 hahahaha.

Po wejściu do pokoju oboje stwierdzamy, że jest strasznie gorąco, szukamy klimatyzacji…, ale nie znajdujemy 😉 Pytamy na recepcji i uwaga klimatyzacji nie ma. Tak więc, wydaje nam się, że przyjazd tutaj latem byłby sporym wyzwaniem. Wiadomo, w pokoju się nie siedzi, ale w nocy jest trudno wytrzymać. Po kilku prośbach o zorganizowania wiatraka - udało się, mamy go! Pokój bardzo ładny. Świetny wystrój. Tak samo warto docenić wystrój restauracji oraz recepcji. Pokój z widokiem na Tatry polecam całym sercem, widać góry, Giewont - coś wspaniałego.

Przejdźmy do jedzenia w restauracji. Śniadania są fantastyczne. Ogromny wybór, każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie. Wędliny, sery, owoce, jogurty, pieczywa, jajecznica, kiełbaski, kaszanka, boczek, płatki, soki, placuszki… naprawdę pokaźna ilość jedzenia. Jest smaczne. Naprawdę godne polecenia.

Po przyjeździe stwierdziliśmy, że wypróbujemy hotelową restauracja, w końcu to pora kolacji a my po podróży już zgłodnieliśmy. To był jedyny raz jak odwiedziliśmy tą restauracja, później jedliśmy już tylko na mieście. Właściwie to wracaliśmy do naszego ulubionego miejsca, do Obrochtówki. Tamtego dnia zamówiliśmy na przystawkę: krewetki i tatar. Na drugie danie ja pierogi z jagnięciną, a mąż zamówił pstrąga. Krewetki były super, lekko pikantne. Natomiast moje danie główne - obrzydzało mnie. Nie dość, że to nie były pierogi, wyglądem przypominały chinkali to jeszcze pachniały okropnie (mąż twierdzi, że były smaczne - więc chyba kwestia gustu) mnie wielki glut słoniny po prostu obrzydzał. Pstrąg według mojej drugiej gorszej połówki 😉 był przeciętny, po prostu poprawnie przyrządzony pstrąg bez szału. Super jest to, że restauracja ma swój własny piec, opalają w nim drewnem (zapach w restauracji zachwyca). Podczas jedzenia (a nadmienię, że mąż dopiero zaczął co jeść, a ja miałam większość na talerzu) podchodzi kelner i pyta Mogę już zabrać, tak?. Odpowiadam stanowczo Pan wybaczy, ale dopiero zaczęliśmy. Dziwne… I właśnie to poczucie dziwności w tym hotelu miałam wiele razy. Kolejną z dziwnych sytuacji była ta, kiedy mąż poprosił w restauracji, żeby rachunek wypisać na pokój. Okazało się, że rachunek trzeba najpierw otworzyć, to już było dziwne. Następnie prośba recepcjonisty o zrobienie preautoryzacji karty płatniczej bądź wpłata kaucji były naprawdę niespotykane. Rety! Po Polsce jeździmy, po świecie jeździmy, zawsze prosimy o rachunek na pokój i nigdy w życiu nie proszono nas o takie rzeczy. Możemy tylko zgadywać, że trafili na kiepskich gości i teraz dmuchają na zimne, ale mimo wszystko sytuacja dość dziwna.

Hotel ma jeszcze kilka swoich restauracji. Niestety nie informuje gości, że mają do tych restauracji 15% zniżki. Kolejna dziwna sprawa. Poznaliśmy tu, starsze małżeństwo - przemili ludzie (dinozaury mówią DZIEŃ DOBRY :)) opowiadali, że wrócili do hotelu tylko dla bufetu. Hotel bowiem oferuje bufet w ramach obiado-kolacji koszt od osoby to 90 zł. Podobno fantastyczne, jednak 180 zł za bufet… no sami oceńcie… 😉 My oszczędziliśmy sobie tej przyjemności.

Spacery po Zakopanym to był stały punkt programu. Opalanie na polanie obok hotelu również. Odwiedziliśmy z Norcią Dolinę Chochołowską (jedno z nielicznych miejsc gdzie można pójść z PSYjacielem). Można pospacerować, zaliczyć kąpiel w strumyku. Trzeba mieć na uwadze, tłumy, liczne rowery oraz głośną ciuchcię i koniki. Tak więc, dla psa to dość spore wyzwanie - trochę stresujące. Jeszcze denerwujące były te stragany. Wiadomo, jakby nie było popytu to i straganów by nie było. Serki, kiełbaski jestem w stanie znieść, ale ta chińszczyzna po prostu jest denerwująca i przerażająca. Z roku na rok jest tego coraz więcej. Chce gór, produktów regionalnych! Liczę jednak, że ktoś się opamięta i prawdziwość wróci, bez MADE IN CHINA.

Tak jak wspomniałam, jedliśmy głównie w Obrochtówce. Przysięgam, że tak dobrze goszczą, że chce się tam wracać i wracać! Zacznijmy od ilości jedzenia, która jest nie do przejedzenia. Składniki regionalne, świetnie przyprawione. Niebo w gębie! Warto odwiedzić. Miejcie na uwadze fakt, że płacimy tu tylko gotówką, przed wejściem jest informacja, ale warto wyposażyć się w gotówkę już wcześniej bo do bankomatu trzeba kawałek podejść. Obsługa bardzo miła. Można się tu poczuć bardzo serdecznym przyjętym i ugoszczonym.

Obrochtówka, Oscypek z boczkiem

Zamawialiśmy przystawki: pieczarki z bryndzą, oscypek z boczkiem, moskol, śledź w śmietanie. Zupy: rosół, kwaśnicę, barszcz z kołdunami. Dania główne: schabowy, filetowany pstrąg, pierogi, polędwiczki. Czas na krótki opis. Pieczarki z bryndza są otaczane w panierce i smażone w oleju - bardzo dobre danie, otrzymacie 4 pieczarki podane na rukoli. Śledź naprawdę na bogato, dużo cebuli, prawdziwa śmietana, jabłuszko i zielenina. Oscypek z boczkiem - klasyczne, ale bardzo smaczne (zwłasz za oscypek nie był zasłony, co często się zdarza przy tym daniu). Tajemniczy moskol, o którego sama dopytywałam. Są to gotowane ziemniaki z jajkiem i mąka, piecze się później ta masę (jak placuszek) na patelni grillowej podawane z masłem czosnkowym. Mężowi bardzo smakowało, 3 krotnie zamawiał, więc więcej pisać nie trzeba.

Obrochtówka, Moskol

O schabowym mogę pisać w samych superlatywach, bardzo dobrze rozbity, smażony – wyborny, podawany z zasmażaną kapustką. Pierogi…oh pierogi... jakie pyszne jak u mojej babci Wandzi. Domowe, nadziane po maksie chyba z 15 naliczyłam. Nori też smakowały 🙂 🙂 🙂 tylko się oblizywała i czekała na więcej. 🙂 Polędwiczkami mąż bardzo wychwalał. Sos oscypkowy był przepyszny, a same polędwiczki bardzo dobrej jakości i bardzo soczyste. Skubnęłam, potwierdzam - pycha. Barszcz z kołdunami z mięskiem jagnięcym, znowu się powtórzę - świetnie doprawiony. Czuć dużą ilość buraka, majeranek i inne przyprawy. Dziś jadłam rosół. Zawsze dosalam, dziś spróbowałam przed ta haniebną czynnością i stwierdziłam, że nie trzeba 🙂 Kucharz ma smak, bez dwóch zdań. Kwaśnica z ogromnym kawałem mięsa, które trzeba kroić nożem - po prostu zachwyca. Kwaśnica naprawdę klasa!

Wracając musieliśmy oczywiście wybrać drogę przez Myślenice 🙂 Nie mogło być inaczej! Pizzeria Camorra jest obowiązkowym punktem podróży. Tym razem zjadłam pizzę Capriciosa, a mąż New York Style Europejską. Pycha, brawo chłopaki! Nie zawiedliście nas. Ciasto idealne, bardzo dobre, składniki jak poprzednio 1 klasa. Genialny sprawa z piecem opalanym drewnem. Życzymy Wam, żeby każdy wracał - tak jak my 🙂

Biegamy

Na ferie zimowe 2018, pojechaliśmy do Hotel Olivia Medical Spa. Hotel duży, okazały. Jednak w naszym odczuciu nie wykorzystuje swojego ogromnego potencjału.

Wchodzimy do hotelu, drzwi otwierają sięm i z uśmiechem wita recepcjonista. I teraz uwaga! Uważam, że ten Pan powinien dostać złoty medal w konkursie na najlepszego z recepcjonistów, jeśli taki by istniał :). Zawsze uprzejmy, taktowny, pomocny, nienarzucający się - wielka klasa.

Niestety po szybkim rozejrzeniu się okazuje się, że restauracja wygląda jak stołówka, pełno w niej przypadkowych bibelotów - kurzołapów. Wystrój bardzo przeciętny. Przypomina raczej dom pogrzebowy. Ale to tylko wystrój czytajcie dalej… będzie więcej niespodzianek … 🙂 wystój zawsze można zmienić 🙂

Jedzenie dość przeciętne. Można pojeść, ale nie spodziewalibyśmy się czegoś "wow". W trakcie pobytu przyzwyczailiśmy się do jedzenia naszych sztampowych dań takich jak: pierogi (znakomite, polecamy w szczególności wersję z patelni), rosół z kołdunami...

Pierogi zasmażane z kapustą i grzybami

troche baliśmy się eksperymentować. Gdy zamawialiśmy coś nowego okazywało się to być drobnym niewypałem.. Natomiast znowu trzeba podkreślić i docenić człowieka. Mianowicie wspaniały kelner p. Tomasz - klasa. Dziękujemy za gościnę.

Zabiegi spa, na wysokim poziomie, natomiast sam wystrój odstrasza. Recepcja Spa wygląda jak pokój na biznesowe spotkania z dystrybutorem wody na środku. Czekając na zabieg musimy siedzieć w sztywnych fotelach. Nie czuć tu relaksu. Muszę jednak przyznać, że poziom wykonywanych usług nadrabia pierwsze wrażenie. Wybitne doznania mieliśmy po usługach p. Katarzyny i p. Magdaleny. Bardzo dziękujemy.

Tak więc reasumując, jakbym miała wracać do Olivii to dla tych serdecznych ludzi i dla jakości usług jakie wykonują. Gdyby nie to, więcej nie odwiedziłabym tego miejsca. Jednym z minusów jest fakt, że nie bardzo mieliśmy gdzie spacerować z Nori. Z tego powodu organizowaliśmy wycieczki w pobliskie miejsca.

Nori

Zazwyczaj chodziliśmy wzdłuż ulicy, pod górę i za hotel (jest tam stok narciarski). Nori szalała jak wariatka za rzucanym śniegiem.

Co jeszcze odwiedziliśmy podczas wyjazdu:

  • Zakopane i Restaurację Obrochtówka
  • Lanckorona
  • Wadowice
  • Rabka Zdrój
  • Dobczyce
  • Myślenice

Zakopane i Restauracja Obrochtówka

Obrochtówka

Zakopane zatłoczone, ludzie przepychali się w pośpiechu na Krupówkach. Mimo zalewającej chińszczyzny (której nienawidzę), Zakopane ma w sobie wyjątkową magię. Tak więc, spacer w tym miejscu: w słońcu, w śniegu był mimo wszystko przyjemnością. Do Zakopanego jechaliśmy, mając swój cel: odwiedzić restaurację Obrochtówka. Byliśmy nie tylko ciekawi zmian po kuchennych rewolucjach, ale bardziej ciągnęła nas nostalgia. Mój mąż ma wiele wspomnień związanych z tym miejscem, w dzieciństwie z całą rodziną przyjeżdżali w góry i zawsze odwiedzali Obrochtówkę.

Przed wejściem upewniamy się, czy restauracja jest psiolubna. JEST! 🙂 Po pokonaniu wielkich, starych, drewnianych drzwi wita nas kolejka ludzi oczekujących na swoje miejsca. Wow! Na szczęście bardzo sprawnie każdy otrzymał miejsca. Kelnerki uwijały się jak mrówki. Dostaliśmy stolik i zamawiamy: kwaśnicę, zupa czosnkową, kotlet schabowy z kapustą, oraz placek po zbójnicku. Pani kelnerka przynosi zupy, otwieram oczy na widok ogromnej ilości. Jak przyniosła dania główne - oniemiałam. Kwaśnica obłędna, lepszej nie jadłam (skubnęłam od męża :)). Solidna porcja boczku, kwaśna tak jak należy. Czosnkowa bardzo dobra, jednak żałowałam, że wrzuciłam całą porcję sera i grzanki jakie dostałam. Ser ciągnął się, a ja z nim walczyłam jak z wiatrakami. Zupa bardzo kremowa, zapach czosnku wcale nie zabija. Z pewnością czosnek jest wcześniej pieczony dzięki temu zupa jest taka przyjemna. Schabowy z frytkami i kapustą zasmażaną bez zarzutów. Bardzo dobre, nie ma do czego się przyczepić. Wzorcowe danie. Mój placek po zbójnicku pokonał mnie. Oj naprawdę, dbają tu o gości. Głodni nie wyjdziecie. Wracając do placka, pyszny. Jednak zmieniłabym drobną rzecz. Tak jak pisałam wszystko jest na bogato, placek gigant i sosu ogrom. Osobiście lubię, jak placek jest chrupki, ten nie miał szans na chrupkość, pływał w sosie 🙂 Może dobrym rozwiązaniem byłoby podawanie osobno sosu? Tak żeby każdy mógł według uznania zatopić swojego placka 🙂 Mimo to nic mu nie brakowało, sos świetnie przyprawiony. Z pewnością tu wrócimy!

Lanckorona

Góra lanckorońska

Jakież to jest urokliwe miejsce!! W życiu tu nie byłam i pewnie nie byłoby mnie do tej pory, gdyby nie nasza znajoma, którą pojechaliśmy odwiedzić. Zachwycona byłam tymi drewnianymi domkami, aniołami w oknach, ruinami zamku, ryneczkiem. Przepiękne! Miasto nietknięte chińszczyzną. Oczywiście pewnie dlatego też można tu odpocząć, cisza, spokój, bajka. W Lanckoronie odwiedziliśmy dwa miejsca gastronomiczne. Po długim spacerze i zwiedzaniu ruin zamku dotarliśmy do Café Pensjonat. Niezwykłe miejsce. Przepełnione drobiazgami, tyle, że one są całością- tworzą klimat. Nie ma tu przypadkowości i niepotrzebnego kurzu (często towarzyszącemu takim kurzołapkom). Małe, lecz bardzo przytulne miejsce. Pracujące tu dziewczyny podtrzymywały ogień w kominku. Rosół zjedzony, smaczny. Przemarznięty mąż zażyczył sobie czekoladę na gorąco z bitą śmietaną. Z przykrością stwierdzamy, że śmietana sztuczna, w sprayu. Miło było tu zagościć. Odpocząć, odetchnąć… Klimatycznie.

Wadowice

Wspomnienie

Będąc w pobliżu, grzechem byłoby nie pojechać do Wadowic na kremówki!!! Jest kilka miejsc, gdzie, można je znaleźć. Nas przyciągnęła kawiarenka przy ryneczku. Kremówka - niebo w gębie! Nori też skosztowała, aż się cała trzęsła! Daj mi no daj ;)))) Tak jej wzrok do mnie przemawiał.

Myślenice

Trochę przez przypadek odwiedziliśmy Myślenice. Jeżdżąc po okolicy szukając wrażeń googlowałam gdzie można coś zjeść dobrego. Włączyłam Tripadvisor i kontynuuje poszukiwania. Wyskakuje kilka propozycji, ale jedna wydała się nade wszystko kusząca. Pizzeria. Objeździliśmy miasto w poszukiwaniu właściwego adresu Pizzeria Cammora. Maleńkie miejsce. Na wejściu kusi nas zapach palącego się drewna w piecu. Panowie (młodzi ludzie) uwijają się z pizzami. Na ścianie czytamy co można zjeść. Podchodzimy złożyć zamówienie. Długo nie czekamy. Ja dopijam obłędną lemoniadę i jest i ona!! A właściwie dwie 🙂

Cała pizza

PRZEPYSZNE!! Cienkie ciasto, składniki dobrej jakości. Wyszliśmy najedzeni i usatysfakcjonowani.

Polecamy!