Przeskocz do treści

Gotujemy!

Czegoś takiego jak w Sajgonce, nigdy jeszcze nie doświadczyłam. Nie wiedziałam co mnie czeka. Przyznaję, że odczuwałam lekki stres, później ekscytacje a na koniec zachwyt.

Wystrój Sajgonki pozostawia wiele do życzenia. Mało Azjatycko. Jestem przekonana, że to tymczasowy wygląd, z pewnością właściciele pomyślą o zmianach, bo w tym momencie byli w trakcie transformacji dawnego Shabu Shabu, właśnie na Sajgonkę.

Pani kelnerka, wyjaśnia, że to są stoły specjalne i że sami będziemy sobie gotować. Aha, to przychodzę, płacę i mam sobie sama gotować?! 🙂 Rety, bawiliśmy się jak dzieci, wymieniając poglądy, a co teraz wrzucasz? A co dodałeś? Co próbowałaś? Zabawa przednia. Ale wróćmy do początku. Umówiliśmy się z naszymi znajomymi (rodzice najlepszej psyjaciółki Nori, parson Toya). Kelnerka przynosi menu. Wybieramy zestawy, rodzaj bulionu i przystawki. Wszyscy zgodnie wybraliśmy sajgonki. Kiedy dostaliśmy przystawki zaśmialiśmy się na głos, to też mamy sami przyrządzić?! 🙂 Ależ to było fajne! Do ręki bierzemy folijkę ryżową, pikantne krewetki, makaron, ananas, kolendrę, zielona sałatę Wszystko układamy jak chcemy zwijamy, maczamy w lekko pikantnym sobie i wsuwamy. Pierwsze gryzy były dość dziwne, gdyż ta folijką jak jest sucha daje wrażenie gryzienia… hmmm... plastiku? Jak jest nawilżona smakuje lepiej. Po przystawkach, kelnerka przynosi nam wybrane buliony, każdemu wlewa do bemarów albo garnków, zamontowanych w stołach (w zasadzie to nie wiem jak to nazwać). Do tego zamówione sety, wszystko super świeże - wygląda obłędnie. Wołowina, ośmiornica, kalmary, krewetki, łosoś, tuńczyk, cebula, brokuły, kolendra, kapusta bok choy, wybrane makarony - wszystko naprawdę świeże, pachnące.

Pani instruuje nas, gdzie się włącza, zmniejsza i zwiększa temperaturę. Dokładnie wyjaśnia, ile powinniśmy gotować każdą rzecz. Pani bardzo przygotowana skrupulatnie odpowiada na nasze pytania. Wykład chwilkę trwał, jak pani odeszła nie pamiętaliśmy z niego już nic 😉

Set

Dobra idziemy na żywioł! Jak wyjdzie tak wyjdzie. Podczas gotowania domówiliśmy jeszcze parę rzeczy. To gotujemy, bulion wrze, wrzucamy najpierw warzywa, zioła. Dolewamy sosy. I teraz zaczyna się szaleństwo, wrzucam mięsko (cieniusieńką wołowinę), kilka sekund i gotowe wyjmuję pałeczkami. PYCHA! Na stole była również chochelka i sitko do wyciągania smakowitości. Mamy też miseczki do których możemy transportować zrobioną zupę i dodatki. Cieżko opisać te wrażenia, naprawdę trzeba samemu spróbować. Niezapomniane przeżycie 🙂 Nie dość, że byliśmy mega najedzeni to tego bawiliśmy się genialnie! Tym razem nie zabraliśmy Nori ze sobą, lecz Pani kelnerka zapewniała, że można przyjść z psem, więc następnym razem tak uczynimy 🙂

  • Ogólna ocena: 5
  • Wystrój: 4
  • Nasza ocena: 6
  • Ocena Nori: -

Nori

Było grecko, amerykańsko a teraz czas na bliższe nam Bałkany. Restauracja Ruza Roza znajduje się na warszawskiej saskiej kępie i jest miejscem, na kulinarnej mapie, które naprawdę warto odwiedzić. My po pierwszych odwiedzinach, stwierdziliśmy, że naprawdę warto wracać. Umawiamy się z pokaźnym zestawem bliskich nam osób i w drogę. Na nasze zamówienie składają się: kalmary z zielonym aoili (kalmary pane), tatar (tatarsko meso), sałatkę, frytki z serem bałkańskim, krewetki w boczku, pyrlenka, szpada mięs (szisz meso).

Szisz Meso

Opis swój zacznę od ostatniego dania, gdyż jest imponujące. Wielki szaszłyk, na którym są 4 rodzaje mięs (kurczak, polędwica wieprzowa, baranina, siekana wieprzowina), przekładane boczkiem i cebulą. Do tej ilości mięsa mamy sosiki, zapiekane ziemniaki i placek o uroczej nazwie pyrlenka. Pyrlenka to pita wypełniona serem bałkańskim z przyprawami (na pewno wyczuwalna jest czubryca). Kelner przynosi danie i fachowym ruchem ściąga mięsiwa. Jak mięso - pytam męża. W odpowiedzi słyszę super doprawione i bardzo soczyste. Nowością dla mnie było połączenie boczku z krewetkami, można? Można 🙂 Przyrządzone w formie szaszłyka, przekładane cukinią. Ciekawe połączenie, dobry smak. Znajomi zachwycali się frytkami z serem bałkańskim - dla mnie nowość. Jedząc kalmary, miałam dość panierki, trochę jej za dużo, biedne kalmary tak jakbym bawiła się z nimi w chowanego. Tak więc, pod koniec oddzielałam dzielnie owoce morza od panierki.

Tatar

Tatar wspaniały, genialnie rozbite mięso, w połączeniu z dodatkami (cebulka, ogórek, papryka marynowana, kwiaty kaparów, sardynki). Wszystko to tworzy wyborną całość. Doceniam pomysł kucharza, otóż tatar jest już doprawiony, a my na kamiennym talerzu znajdziemy te wszystkie dodatki i wedle uznania możemy je mieszać, oczywiście do tego mamy żółtko, pieczywo i masło.

Muszę docenić formę podawanych dań. Ogromnie zachwycam się, w jaki sposób te wszystkie dania prezentowały się na talerzach. Temu wszystkiemu towarzyszy cudowny zapach mięsa grillowanego, kucharze robią to na oczach gości.

Nori dostała sporo uśmiechów i przytulasków od obsługi i innych gości.

Wychodzimy najedzeni i zadowoleni.

  • Ogólna ocena: 5
  • Wystrój: 5
  • Nasza ocena: 5
  • Ocena Nori: 5