Przeskocz do treści

Nori w Na Lato

Czas przedstawić restaurację, która zawsze bardzo ciepło przyjmuje pieski. Na Lato  na powiślu było jednym z pierwszych miejsc, które odwiedziliśmy z Nori. Mała zawsze miło przyjęta, z miską wody oraz radością obsługi.

Próbowaliśmy tu wiele dań: pyszne pizze, przystawki i dania główne. Śniadania w leniwą niedzielę też należą do smacznych i przyjemnych. Latem restauracja ustawia leżaki na dworze - dzięki temu choć przez chwilę można odciąć się od szalonego tempa życia i delektować chwilą odpoczynku. Jesienią i zimą oszklone patio jest ogrzewane, lampy i widok na park nadają wyjątkowego charakteru.

W Na Lato zawsze wybieram jedno danie - ośmiornicę. W wielu miejscach lubię zamawiać owoce morza, a w szczególności ośmiornicę. Dla mnie sposób podania tego dania świadczy o poziomie kuchni danej restauracji. Właśnie w Na Lato jadłam najlepszą dotychczas z inną porównywalnie smaczną spotkałam się w Grecji na wyspie Korfu w restauracji The Night Owl. W Na Lato podawana z pomarańczami, młodymi ziemniaczkami, świetną kruszonką i ogóreczkiem ... To jest istna poezja.

Dzisiaj nie było inaczej, musiałam zamówić moje ulubione tutejsze danie 🙂 Bez czytania zamawiam na przystawkę panini z kozim serem, świeżym tymiankiem, migdałami i miodem oraz moje danie główne. Do tego napar zimowy z imbirem, cytryną i pigwą. Mąż zamawia krokiety rybne na sosie tatarskim i stek. To co uwielbiam najbardziej w Na lato to jest ich powtarzalność smaku. Przychodzę i wiem czego się mogę spodziewać. Panini jak zwykle wyśmienite. Połączenie tymianku sera koziego i miodu - rewelacja. Potem ośmiornica i uwaga - jednak dziś zaskoczyli mnie ogromnie 🙂 ośmiornica uległa zmianie. Kucharz zmienił danie (podobno zmiany są co 3 miesiące, a tym razem dotknęły mojej ośmiornicy). Moja ośmiornica była w towarzystwie fasoli z chipsami z szynki włoskiej i pomidorkami cherry (i moje zdziwienie - miały pozbawiony skórki). Nie mogę powiedzieć, że było to nie smaczne danie. Było inne, ciekawe w smaku, na pewno cięższe niż moja ulubiona wersja w pomarańczach. Mięso mięciutkie, jak zawsze rewelacyjnie doprawione. Dlatego zachęcam wszystkich do spróbowania tej z pomarańczami i tej z fasolą. Niby ten sam głowonóg a tak różny.

Przystawce męża też należy się uznanie. Krokiety rybne z sosem tatarskim, jak zwykle bardzo smaczne, warte polecenia - delikatne, nie tłuste, bardzo dobrze wywarzone przyprawy. Stek bardzo dobry, delikatne mięso otulone szpinakiem, a do tego frytki domowe.

Skusiliśmy się jeszcze na deser.Sernik z marakują - obłędny! I szarlotka na ciepło z pigwą i lodami waniliowymi - gratuluję idei wykorzystania produktów sezonowych.

Nori

Od czterech lat odwiedzamy tą restaurację, a od roku z Nori. Za każdym razem spotykamy z ciepłym przyjęciem i z czystym sumieniem możemy polecić to miejsce każdemu. Co więcej jestem zachwycona, że Na Lato dostosowuje swoje menu do pory roku, dbając przy tym o gości (leżaki, koce, lampy grzewcze, świeże kwiaty i wykwalifikowana obsługa). Ocena Nori jest maksymalna, zawsze dostaje przytulaski od obsługi i masę uśmiechów.

  • Ocena ogólna: 6
  • Wystrój: 6
  • Nasza ocena: 6
  • Ocena Nori: 6

Wracając ze spaceru z Nori, dzwonimy do Secado, pytamy czy możemy zrobić rezerwacje i czy możemy przyjść z małym psem. Nie ma problemu rezerwacja przyjęta – jedziemy.

Niestety na wstępie dowiadujemy się, że naszej rezerwacji nie ma. Po krótkiej, rozmowie na szczęście są wolne miejsca. Kelnerka prowadzi nas do osobnej sali, gdzie nie było żywej duszy. Mąż zdziwiony, dlaczego jesteśmy tak na uboczu. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że z psem można tylko w tym miejscu. Przyznam, że poczuliśmy się dziwnie… Nawet światła w sali się nie paliły a Pani, która nas przyjęła, była dość chłodna.

Po chwili przychodzi kelner, uśmiechnięty Pan Dawid, który uratował całą sytuację. Przyznałam mu, że dziwnie się poczułam tym przyjęciem. Zapewniał mnie, że jeżeli chcemy może nam zmienić stolik i salę - nie ma problemu. Wychodzi na to, że Nori nie była powodem naszego, usadzenia. Uff. Kelner bardzo przyjazny, gościnny, zostaliśmy w tej sali.

Wystrój sali dość chłodny, miałam wrażenie, że reszta restauracji jest cieplejsza, ale niestety nie miałam okazji zobaczyć. W oknie dynie i wrzosy - co niewątpliwie ociepla wizerunek. Ogólnie nieco industrialnie.

Kosta
Herbata

Nori dostała wodę - bez proszenia 🙂 Kelner zapalił światła w tajemniczym pomieszczeniu i przyjął zamówienie. Rozgrzewające herbaty, ostre skrzydełka w sosie Louisiana, hummus, kalmary z sosem aioli, stek z frytkami i łosoś w papilocie.

Kalmary

Kalmary obłędne. I wiecie co? Nie opływały tłuszczem, co niestety często się zdarza. Robione w fryturze, więc nie spodziewałam się wersji fit, jednak te naprawdę nie były tłuste. Mięciutkie, z sosem aioli (zresztą świetnie doprawionym) smakowały bardzo dobrze.

Skrzydełka w sosie Louisiana

Mąż bardzo chwalił skrzydełka jego recenzja „O Jezu tego było mi trzeba”, mówił że takie właśnie jadł w Stanach - więc więcej nic nie dodam 🙂

Humus

Humus pyszny, nieco ostry. Dodałabym do niego trochę granatu - ale to moje widzi misie. Łosoś zaskoczył mnie formą podania. Był bardzo dobry! Mięciutki, przyprawiony doskonale, w towarzystwie pomarańczy, ryżu z pesto i sałatką. Przyznam, że ten wspomniany ryż mógłby być nieco mniej tłusty (być może to moje osobiste podejście do tłuszczu… nie lubimy się za bardzo).

Stek był bardzo dobrze przyrządzony.  Podany z gruboziarnistą solą, krewetką, frytkami i sałatką oraz dwoma sosami (jeden jakby pieczeniowy, drugi na bazie sera pleśniowego). Wszystko co otrzymaliśmy było naprawdę świeże i robione na ten moment. Uważam, że warto tam przyjść i posmakować tego co mają w ofercie.

Wizyta choć zaczynała się chłodno, skończyła się bardzo przyjemnie. Pan Dawid bardzo sympatyczny i kompetentny, jedzenie smaczne i świeże - ogólnie jest to solidny punkt na kulinarnej mapie warszawy - zwłaszcza dla fanów niektórych dań kuchni amerykańskiej. Nori też czułą się swobodnie co widać na zdjęciach 🙂

2

Odkryliśmy to miejsce przypadkiem - przejeżdżając w ciągu tygodnia. Urzekł mnie ich szyld. I pomyślałam „muszę tam wrócić!”. Zazwyczaj przeczucie mnie nie myli 🙂

U dziewczyn

Nie zawiodło mnie i tym razem. Zarezerwowaliśmy stolik telefonicznie i prawdę mówiąc nie pytaliśmy, czy możemy przyjść z Norcią, gdyż na stronie restauracji na pierwszy rzut oka widać, że są psiolubni 🙂

Zamawiamy. Placuszki z dyni z łososiem, grillowany ser kozi z figą, krem z dyni, rosół z pielmieni, na danie główne łosoś i kurczak, potem desery.  Na bogato 🙂 To zaczynamy. Przystawki OBŁĘDNE!!! Tylko placuszkom odjęłabym troszkę tłuszczu. Mój ser, o matko… wciąż o tym myślę. Bajka! Podane z figą i marmoladami, rukolą i granatem. Obłędne! – pozwolę sobie na powtórzenie ;))))) Dodam, że U dziewczyn można wypić aromatyczne herbaty, z cytryną, imbirem, miodem… a dziś było tak zimno…. Herbata była, jak ukojenie stawia na nogi. Krem z dyni pycha. Podawany z chipsem z boczku. Mój rosół był rosołem! Hahaha 🙂

Rosół z pielmieni

Rosół był robiony na mięsku z warzywami, a z pielmieni smakował wybornie. Potem dania główne. Bardzo rzadko zamawiam kurczaka (takie to oczywiste, kura…), ale coś mnie przyciągnęło. Chyba ta czarna soczewica. Jak dostałam danie zdziwiłam się… bardzo pozytywnie. Spodziewałam się normalnej piersi z kuraka. Dostałam ją, ale z kością. Mięso bardzo miękkie. Do tego soczewica i brokuł z prażonymi migdałami. O łososiu też mogę pisać same pozytywy. Łosoś w towarzystwie tortellacci z borowikami. Co to takiego? Pojęcia nie miałam, Pierwszy raz spotkałam się z taką nazwą - ja ignorantka 😉 Nazwijmy rzeczy po imieniu. Duże pierogi à la tortellini z bardzo cienkim ciastem, nadziewane ricottą z sosem borowikowym. A do tego groszek cukrowy. Matko jakie to dobre było! Na deser sernik na zimno i beza. Zatrzymam się właśnie przy niej. Zawsze spotykałam bezy takie wielkoludy, wyrośnięte jak dąb Bartek, a ta beza była normalna, taka domowa. Kiedyś podjęłam próbę pieczenia bezy. Nie jedną… wiele ;))) I nigdy nie rosły tak jak na sterydach te ze znanych kawiarni 😉 czułam frustracje 😉

Beze z porzeczkami

Dlatego wiem, że ta którą jadłam była domowa z porzeczkami i mascarpone. Była najlepszą jaką jadłam.

Przysięgam.

A teraz retrospekcja. Gdy weszliśmy, kelnerka wskazała nam nasze miejsce, usiedliśmy odwróciłam się ot tak. A tam spotkałam się z uprzejmym dzień dobry i ciepłym uśmiechem właścicielki.  To tak niewiele. A jak znaczące…)

Pisałam o Videlcu, że jest to absolutna metafizyka i inna kultura jedzenia. Teraz pokuszę się o porównanie tych dwóch restauracji. W Videlcu czuć było nutę „sztywności” - myślę, że to kwestia wystroju industrialnego, na pewno nie ludzi, bo byli wspaniali 🙂 Zaś w tej restauracji od razu czuć było atmosferę domową, luz i ciepłe przyjęcie. Na pewno tu wrócimy i to nie jeden raz. Radziłabym robić rezerwacje przed przyjściem 🙂

Nori zachwycona, woda i psie smaczki od Dziewczyn.

Na wstępie jesteśmy przyjęci bardzo miło. Przyjazna atmosfera, miła obsługa. Nori nie dostała niestety wody, ale też o nią nie poprosiliśmy. Zamawiamy. Ja bruschetty, ravioli i tiramisu. Mąż foccacie, carpaccio z polędwicy wołowej, stek i pannacotte.

Muszę przyznać z przykrością, że moje bruschetty były dość biedne.

Bruschetta

Miały być 3 różne, a wszystkie były z pomidorami, na jednej plasterek szynki, trzecia miała niewielki kawałek mozzarelli. 

Foccacia

Żałuję, że foccacia nie miała świeżego rozmarynu tylko suszony. Nie ma nic lepszego niż taki placek z grubo mieloną solą morską i świeżym rozmarynem. Właściwie nie rozumiem, dlaczego suszony, w doniczkach na barze rósł piękny - można by z niego skorzystać. Carpaccio pyszne.

Carpaccio

Natomiast muszę opisać ravioli. Zgrzeszyłabym jakbym powiedziała, że było to niesmaczne danie. 

Owszem w opisie dania było napisane, że podane jest z tłuszczem. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się go aż tyle. Ravioli wyglądały jak zwykłe…. pierogi.

Ravioli
Ravioli

Zdaje sobie sprawę, że Włosi przygotowują ravioli na różne sposóby, ale otrzymując moje pierogoravioli byłam zdziwiona. Poprosiłam kelnerkę o nowy talerz. Chciałam pozbyć się nadmiaru tłuszczu. Stek natomiast bardzo dobry, z frytkami i z sosem z zielonego pieprzu. Danie bardzo poprawne. Potem desery.

 

Panna Cotta

Panna cotta bez zarzutów - niebo w gębie. Tiramisu bardzo smaczne.

 

Tiramisu

Osobiście wolałabym mniej alkoholu w deserze, żeby był mniej gorzki, ale nie skreślam - to tylko moje prywatne odczucia.

Wanna get out 🙂

W momencie, gdy kelnerka zrozumiała, po co prosiłam o drugi talerz przeprosiła grzecznie i nie liczyła nam do rachunku mojego deseru.

Muszę przyznać, że to było bardzo miłe. Dbają o klientów. Co więcej do mojego dania (ravioli) dostałam kieliszek wina w cenie. Miła gościnność.